sobota, 26 maja 2012

Virginia C. Andrews, Kwiaty na poddaszu

     "Kwiaty na poddaszu" przeczytałam w kwietniu, ale nie miałam czasu wcześniej jej zrecenzować, a szkoda, bo recenzja "na gorąco" byłaby o wiele lepsza. Książkę dostałam od dwunastoletniej córki mojego męża :)  Gdy byłyśmy w Biedronce i ją zobaczyłam to opowiadałam Kornelci, że bardzo chciałabym ją przeczytać, i że prawie wszystkie znane mi blogerki już ją czytały. Następnego dnia Kornelia przybiegła ze szkoły z uśmiechem od ucha do ucha, krzycząc od progu, że ma dla mnie niespodziankę! Myślałam, że oszaleję z radości :) Nie wiem tylko co mnie bardziej ucieszyło - książka, czy.... ten miły gest z jej strony :)
     Nigdy wcześniej nie słyszałam o Virginii C. Andrews, dopiero gdy zrobiło się głośno o wznowieniu serii o rodzinie Dollangangerów. Potem koleżanka z pracy opowiadała o książce... tyle, że ona była zbulwersowana i często odkładała książkę nie mogąc znieść postaw matki i babki! To mnie jeszcze bardziej zachęciło :) Koniecznie chciałam poznać co w tej książce jest takiego, że albo kogoś porywa i zachwyca albo odrzuca i zniechęca. Po przeczytaniu, wiem, że jestem w tej pierwszej grupie - o ile można powiedzieć, że "taka" książka zachwyca, bo przecież temat przewodni jest smutny i tragiczny.
     Treść książki chyba znają już wszyscy - po śmierci męża, matka wraz z czwórką swoich dzieci wraca do  domu rodziców, gdzie ukrywa je na strychu przed własnym ojcem. Cała książka praktycznie opowiada o życiu dzieci na poddaszu. Nie jest jednak ani trochę nudna, wręcz przeciwnie. Traktuje o skomplikowanych relacjach rodzeństwa między sobą oraz ich relacjach z matką i babką.
     Los rodzeństwa jest bardzo smutny i ciężki. Trudno sobie coś takiego wyobrazić. Na początku dzieci z wielką ufnością wierzą w słowa matki, że wszystko będzie dobrze. Przecież matka je tak bardzo kocha, że na pewno chce ich dobra i nie pozwoli ich skrzywdzić. Niestety pobyt dzieci zamkniętych na strychu przedłuża się. Początkowo mama targana wyrzutami sumienia (czy aby na pewno?!) karmi ich prezentami i opowieściami o dobrobycie jaki ich czeka po rozwiązaniu tej trudnej sytuacji. Z czasem więź między matką a dziećmi robi się coraz luźniejsza, matka rzadziej odwiedza dzieci, a Cathy coraz częściej miewa wątpliwości co do jej uczuć. Chris ślepo wierząc matce próbuje studzić opory Cathy.
    Starsze rodzeństwo zmuszone nową sytuacją szybciej dojrzewa, staje się odpowiedzialne za bliźniaki i dla nich tworzy "dom" odgrywając role utraconych rodziców. Życie w izolacji, brak kontaktów z otoczeniem i innymi ludźmi sprawia, że rodzeństwo zbliża się do siebie. Nic więc dziwnego, że w pewnym momencie stają się dla siebie bardziej partnerami niż rodzeństwem...
    Matka zachłyśnięta na powrót pieniędzmi, przepychem myśli tylko o sobie. Jest słaba, nie potrafi żyć inaczej i dla korzyści materialnych, których nie potrafi odrzucić zaniedbuje dzieci, opuszcza je i odrzuca. Nie widzi krzywd wyrządzanych dzieciom przez babcię. Jest pusta. To Chrisa i Cathy bliźniaki wkrótce traktują jak rodziców. Matka z czasem staje się kimś obcym, kimś kto na dobrą sprawę nawet ich nie zna.
    Ta przykra sytuacja ma tragiczny finał. Aż nie mieści mi się to w głowie! Matka i babka zgotowały dzieciom piekło... czekam na dalsze losy rodzeństwa na wolności. Pewnych zachowań mogę się domyślać...
      Książka jak najbardziej warta uwagi. Myślę, że każdy powinien ją przeczytać. Podoba mi się to jak ich losy miały wpływ na ich postawy, osobowość i charakter. Rewelacja! Dla mnie mistrzostwo. Nigdy nie czytałam czegoś podobnego. Ta historia bardzo daje do myślenia i nie pozwala o sobie szybko zapomnieć (może nawet nigdy!).  



wtorek, 22 maja 2012

Mężatka :)

Wpadam na chwilę ... chwalić się :)

Od kilku dni jestem szczęśliwą mężatką :) (choć szczęśliwa byłam już wcześniej)
Niby nic się nie zmieniło, bo przecież mieszkamy ze sobą już 8 lat, ale...
mój stan euforii wywołany ślubem nadal trwa :)

Teraz w niedzielę mieliśmy sesję ślubną, bo w dniu ślubu deszcz nam nie odpuścił :(
Mam na razie tylko dwa zdjęcia z sesji... ale i tak się pochwalę :p



Zdjęcia wykonała Anna Mistarz

czwartek, 17 maja 2012

Robyn Carr, Ulotne chwile szczęścia

    Książkę przeczytałam jakieś dwa tygodnie temu. Sięgnęłam po nią myśląc, że to lekki romans w sam raz na odstresowanie się w ferworze przygotowań do... własnego ślubu :) Myślałam, że to klasyczny schemat - oboje się kochają, ale nie potrafią sobie tego wyznać, oddalają się od siebie by wreszcie się połączyć... myliłam się! Książka wcale nie jest stereotypowa i prosta! Poza tym zawiera wiele więcej wątków niż miłość głównych bohaterów. I tak szczerze mówiąc to wątki poboczne sprawiają, że książka jest niezwykła.

    Akcja książki toczy się głównie w małym miasteczku, w zasadzie osadzie Virgin River i to tam poznajemy parę głównych bohaterów - Vanessę, która na krótko przed rozwiązaniem ciąży zostaje wdową i Paula Haggerty - przyjaciela jej zmarłego męża Matta. Paul kochał się w Vanessie od pierwszego wejrzenia, jednak to Matt zrobił pierwszy krok gdy ją poznali. Vanessa i Matt szybko się związali, więc Paul nie mógł wyznać swoich uczuć. Gdy Matt zginął, Paul opiekował się Vanessą, był z nią nawet w czasie porodu, czuł się za nią odpowiedzialny. Czując, że nie potrafi wyzbyć się swego uczucia po jakimś czasie postanowił wrócić do Grants Pass. Uważał, że przyjaciel nie wybaczył by mu uczucia jakim darzy jego żonę. Zrozpaczony i zniechęcony spotkał się ze swoją dawną znajomą i ... przespali się. Jak się potem okazało był to wielki błąd, bo dziewczyna niedługo potem oznajmiła mu, że jest w ciąży. Dalszych perypetii głównych bohaterów nie zdradzę, powiem tylko, że już w połowie książki wszystko jest jasne...
    Pewnie pomyślicie, że reszta książki musi być nudna... nic bardziej mylnego! Dla mnie to właśnie druga część była bardziej ciekawa i wciągająca. Na kartach książki poznajemy innych znajomych Vanessy i Paula. Ich historie są wzruszające i to zarówno te radosne, jak i smutne momenty. Czytając książkę, aż chce się pojechać do Virgin River i poznać całą paczkę. Pomieszkać wśród tych życzliwych, sympatycznych osób. Poczuć tę wspaniałą, przyjacielską więź, o którą w czasach pogoni za pieniądzem bardzo trudno. Sama chciałabym zwolnić, oderwać się od rzeczywistości i problemów (z pracą) i pobyć trochę w miasteczku.
    Autorka niezwykle umiejętnie nakreśliła barwne postaci. Choć bohaterów książki jest wielu, łatwo "połapać się" kto jest kim. Czytając książkę czułam się jakbym sama spędzała wieczory z całą paczką w barze Proboszcza. Żałuję, że książka nie ma kontynuacji :( Martwię się też tym, że w każdej kolejnej książce Robyn Carr będę szukała specyficznego klimatu miasteczka...., może jednak w kolejnych książkach autorka również mnie tak pozytywnie zaskoczy?
     I jeszcze ta wspaniała, urocza okładka....

Za możliwość przeczytania książki serdecznie dziękuję Pani Monice z Wydawnictwa:


P.S. Wiem, że recenzja może wydawać się przekolorowana. Ten kto jednak czytał książkę, wie, że wszystko co napisałam jest prawdą. Uwielbiam takie ciepłe, rodzinne klimaty i to w książkach podoba mi się najbardziej.  Nie zachwyca mnie klasyka, lubię książki "życiowe" - nie będę więc na siłę szukała wad tam gdzie ich nie widzę.

środa, 2 maja 2012

Wojciech Kuczok, Gnój

     Od kilku dni zabieram się za recenzję tej książki, ale ciągle nie wiem co o niej myśleć... Właściwie to nie mogę jednoznacznie określić czy mój odbiór tej lektury jest pozytywny czy negatywny. Przede wszystkim strasznie drażnił mnie język autora, ale... temat poruszony w książce jest bardzo istotny i daje do myślenia.
     "Gnój" to opowieść o pewnym chłopcu K. (którego imienia nie poznajemy) i jego trudnym dzieciństwie. Chłopiec wychowywany jest w typowej patriarchalnej rodzinie, mieszkającej w jednym z śląskich miasteczek w czasie PRL-u. K. jest wątłym, zamkniętym w sobie chłopcem. Nie jest to wymarzony "model" syna, dlatego ojciec K. od lat za pomocą pejcza próbuje zrobić z niego mężczyznę. Wydaje mu się, że nic tak nie uczy dyscypliny i nie kształtuje osobowości jak regularne bicie. Chłopiec od początkowych lat żyje w strachu, bo nigdy nie wie, czy tacie nie przypomni się jakaś zaległa kara. Jego największym marzeniem w dzieciństwie była wojna, szczególnie wojna domowa, bo wtedy bezkarnie mógłby zabić ojca. Po rozpoczęciu nauki w szkole niewiele się zmienia, okazuje się, że nawet w szkole nie może czuć się bezpiecznie. Niewyobrażalny lęk towarzyszy chłopcu przez wszystkie dziecięce lata. Jedynymi pozytywnymi wspomnieniami jest czas, w którym K. chorował - mama wtedy troskliwie się nim opiekowała, tata nie bił, wtedy czuł się bezpiecznie. Jednak zaniepokojony częstymi chorobami ojciec postanowił wysłać syna do sanatorium, co jak się okazało miało być tylko kolejną karą. Gdy K. wiedział już, że nie ma szans na wojnę, jego jedynym ukojeniem był ulubiony sen. Sen, w którym pękają rury kanalizacyjne, dom zalewa szambo i dom obraca się w ruinę, która pochłania wszystkich jego mieszkańców. Tylko on stoi obok i patrzy.
     Uczucie beznadziei i brak perspektyw na lepsze jutro sprawia, że K. tkwi w tym koszmarze, który prześladuje go także w dorosłym życiu.

    Cóż, dziwna to książka.... Sama mieszkam na Śląsku i nie raz stykałam się z patologią rodzin, powstałą z różnych względów. Jednak sposób pisania książki mnie odpycha, zwłaszcza liczne powtórzenia. Zgadzam się, że książka porusza ważny i trudny temat, ale sposób w jaki autor opisał losy K. nie zachęca do lektury.
No nie wiem... bardzo trudno mi było coś napisać na ten temat. 


poniedziałek, 30 kwietnia 2012

Stosik kwietniowy

     W kwietniu stosik był bardzo, bardzo malutki, ale ile dał mi radości! W zakupach prym wiedzie Biedronka :) i chyba częściej będę tam zaglądać, bo można kupić naprawdę fajne książki, po niższych cenach :)


Od góry:
1. "Szukając Noel" Richard Paul Evans - z Biedronki - już dawno miałam ją na liście "do upolowania".
2. "Marcowe fiołki" Sarah Jio - z Biedronki - o tej książce wcześniej nie słyszałam, ale zaintrygował mnie tytuł :)
3. "Kwiaty na poddaszu" Virginia C. Andrews - z Biedronki - tę książkę kupiła mi dwunastoletnia córka mojego Dawida :) zapamiętała tytuł, gdy zachwycałam się nią czytając Wasze recenzje i postanowiła zrobić mi przyjemność (bez okazji) :) - ta książka w stosiku ucieszyła mnie najbardziej :)
4. "Ulotne chwile szczęścia" Robyn Carr - z Wydawnictwa Harlequin do recenzji :)
5. "Spadkobiercy" Kaui Hart Hemmings - z Biedronki - no cóż o książce jest tak głośne, że po prostu musiałam ją mieć!

niedziela, 29 kwietnia 2012

30 dni z książkami (14-20) i trochę prywaty


14. Książka, która powinna się znaleźć na obowiązkowej liście lektur w szkole średniej.

Myślę i myślę i nie potrafię nic wymyślić... nawet nie wiem jaki jest teraz spis lektur w szkole średniej :(

15. Ulubiona książka traktująca o obcych kulturach.

Nie czytam typowych książek krajo- i kulturoznawczych. Za to w książce Martyny Wojciechowskiej "Zapiski (pod)różne" miałam okazję "liznąć" kilku kultur, zwyczajów i obrzędów różnych narodów i książka wzbudziła mój apetyt na jeszcze (tylko nic nowego nie wpadło mi jeszcze w ręce - a lubię czytać swoje książki, rzadko pożyczam).


Jednak przy okazji chciałam wspomnieć o książce, powieści, która w zasadzie jest fikcją literacką, ale w treści często wspomina się o tradycjach i zwyczajach Egipcjan. "Ulica Rajskich Dziewic" Barbary Wood choć w wielu momentach bardzo smutna zafascynowała mnie właśnie tą inną kulturą. Najbardziej wstrząsające było dla mnie to, że dziewczyna, która została zgwałcona... zasługuje na karę! Wg Islamu okryła ona w ten sposób nie tylko siebie, ale i całą rodzinę. Książka przedstawia losy rodziny Raszidów na przestrzeni wielu lat. Nie będę o niej więcej pisała, bo czytałam ją bardzo, bardzo dawno i nie chciałabym czegoś pomieszać. Mam ją jednak ciągle w pamięci i na pewno kiedyś do niej wrócę. Chętnie poznam opinie o niej innych osób, więc może ktoś się na nią skusi?


16. Ulubiona książka, którą sfilmowano.

Tu zupełnie nie miałam problemu... Jest to "Jesienna miłość" Nicholasa Sparksa - jej ekranizacja "Szkoła uczuć" jest cudowna! W tym jednym, jedynym przypadku wydaje mi się, że film jest nawet lepszy od książki.


17. Książka, którą sfilmowano i zrobiono to źle.

Tu także nie miałam problemów. Choć większość książek jest źle sfilmowana to najgorszą ekranizacją z wszystkich jest "Samotność w Sieci". Książka była cudna i długo po jej przeczytaniu nie potrafiłam przestać o niej myśleć. Do filmu robiłam trzykrotne podejście, a i tak nie potrafiłam "dopatrzeć" do końca. Coś okropnego.


18. Twoja ukochana książka, której nie można kupić.

Tą książką jest "Tajemnica Abigel" Magdy Szabo. Można ją zdobyć na allegro, ale w takiej cenie, która stanowi 1/14 mojego wynagrodzenia, więc mnie nie stać. Na szczęście na którymś z blogów przeczytałam, że ma być wznowienie, więc nie mogę się już doczekać :) Poniżej wydanie, które czytałam będąc dzieckiem.


19. Książka, dzięki której zmieniłaś zdanie na jakiś temat.

Z tym punktem miałam pewien problem, bo nie umiałam zrobić przeglądu wszystkich przeczytanych książek. Podejrzewam, że za jakiś czas sobie przypomnę książkę, która być może wywarła na mnie większe wrażenie, ale teraz przypominam sobie tylko jedną - "Bez mojej zgody" Jodi Picoult. Wcześniej wydawało mi się, że to naturalne, że jeśli mamy taką możliwość uratować komuś życie robimy to, bez względu na cenę. Jednak książka pokazała mi dwie strony medalu. Rozumiałam postawę matki, ale też potrafiłam wcielić się w osobę Annie, która miała już dosyć bycia "bankiem części zamiennych". Książka jest genialna! Poza zrozumieniem postaw matki i córki nauczyłam się, że w każdej sytuacji jest tyle prawd ile punktów widzenia i to co dla mnie wydaje się oczywiste dla innych może być zupełnie niezrozumiałe. Ta myśl towarzyszy mi w pracy z dziećmi w szkole. Staram się na wszystkie sytuacje patrzeć przez pryzmat dzieci, a nie ze swojego punktu widzenia. Podobnie jest podczas rozmów z rodzicami dzieci. Takie spojrzenie bardzo ułatwia kontakty z innymi ludźmi.


P.S. Książka jest o niebo lepsza od filmu.


20. Książka, którą poleciłabyś osobie o wąskich horyzontach myślowych.

Ten punkt wydaje mi się obraźliwy zarówno dla autorów, jak i czytelników.
Sama czasem sięgam po książki "niewymagające" myślenia, by po prostu się odprężyć. I nie widzę w tym nic złego, funkcje książki są różne i myślę, że mnie ambitne książki są tak samo potrzebne, jak te "z górnej półki".

-----------------------------------------------------------------------------------------------------------

Prywatnie...
ehh... nie podoba mi się nowy blogger strasznie! Nie umiem się odnaleźć :(
Nie mam ochoty pisać postów, ani nawet podczytywać Was. Jestem zmuszona używać przeglądarki Google Chrome, która jest dla mnie niewygodna. Straciłam całą przyjemność z blogowania, a wcześniej przesiadywałam tu kilka godzin dziennie :(
Mam nadzieję, że niechęć mi minie, bo szkoda byłoby to wszystko zostawić :(

Tak poza tym to choć myślami jestem prawie cały czas na moim ślubie, który już za 2 tygodnie :)))) to znajduję czas na książki :) Mam dwie zaległe recenzje - "Gnój" Kuczoka i "Kwiaty na poddaszu" Andrews i przydałoby się jutro wrzucić na bloga mój mini - kwietniowy stosik :)

Mam nadzieję, że po tak długiej przerwie ktoś tu do mnie zajrzy :) Wasze komentarze pewnie przekonałyby mnie do powrotu do blogowego życia.


niedziela, 22 kwietnia 2012

30 dni z książkami (13)



Dzień 13 - Najukochańsza książka z dzieciństwa.

W tym miejscu chciałabym wymienić kilka książek bardzo bliskich memu sercu, do których nadal mam ogromny sentyment. Wśród tych książek znajdują się: "Babcia na jabłoni" Miry Lobe, "Nasza babcia" Ilse Kleberger, "Dzieci z Bullerbyn" Astrid Lindgren, "Ronja, córka zbójnika" Astrid Lindgren, "Baśnie" Hansa Christiana Andersena i te nieco późniejsze książki "Tajemniczy opiekun" Jean Webster i moją ukochaną "Tajemnicę Abigel" Magdy Szabo. Koniecznie w wydaniach przedstawionych poniżej :)




  
 

piątek, 20 kwietnia 2012

30 dni z książką (12)

Podpatrzyłam na blogu Prowincjonalnej Nauczycielki  nową zabawę - wyzwanie i postanowiłam się przyłączyć :)

Dzień 12 - Książka, która tak wycieńczyła Cię emocjonalnie, że musiałaś przerwać jej czytanie lub odłożyć na jakiś czas.

Nie przypominam sobie książki, która byłaby tak wycieńczająca emocjonalnie by nie doczytać jej do końca, ale jest taka, którą musiałam odkładać, by "przetrawić" poszczególne jej części i przemyśleć zachowanie bohaterki. Ta książka, to "Ptakon", o której pisałam już wcześniej. Jest naprawdę mocna!


P.S. Moja przeglądarka nie obsługuje nowego bloggera :(
       Mam duży problem z dodawaniem wpisów, nie wiem jak to dalej będzie :(

Tess Gerritsen, Osaczona

     Miranda Wood oskarżona o zamordowanie swojego kochanka Richarda Tremaina znajduje się w beznadziejnej sytuacji. Niestety choć jest niewinna to wszystkie dowody przemawiają przeciwko niej. Szczególnie fakt, że ciało Richarda znaleziono w łóżku w jej sypialni. Kobieta od razu trafiła do aresztu. Nikt nawet przez chwilę nie pomyślał, że mogłaby być niewinna. Jakie było, więc zaskoczenie, gdy zaraz po wyznaczeniu ekstremalnie wysokiej kaucji przez sąd Miranda została zwolniona. Ktoś anonimowo wpłacił należną kwotę. Jej przyjaciele w całej tej sytuacji odwrócili się od niej, więc nie miała pojęcia kto postanowił jej pomóc. Szybko okazało się, że wyjście na wolność nie oznaczało życia w bezpieczeństwie. Ktoś czyhał na jej życie, najpierw próbując ją przejechać, później (...). Wszystkie te zdarzenia sprawiły, że brat Richarda Chase miał coraz więcej wątpliwości co do winy Mirandy. Właściwie to już po pierwszym spotkaniu wiedział, że kobieta o tak łagodnym, głębokim spojrzeniu nie byłaby zdolna do zbrodni. Wkrótce razem pragną dociec prawdy.
     Oj już dawno nie czytałam książki, która tak mnie zaskoczyła. Do końca nie wiedziałam kto jest winny, choć w międzyczasie kilkakrotnie zmieniałam swój typ sprawcy :) Autorka świetnie manewrowała faktami, nie ujawniając całej prawdy - w ten sposób dawkując napięcie, które ciągle rosło. Oprócz kryminalnego wątku pojawia się wątek miłosny. Ale spokojnie! Uczucie głównych bohaterów nie zaburza interesującej fabuły, jest wpleciony ze smakiem i bez przesady. Miranda i Chase są bardziej realistami niż romantykami, więc bronią się przed rodzącym się uczuciem, które jak wiedzą powstaje na kruchych fundamentach.
     Po przeczytaniu pierwszej książki Tess Gerritsen "Labirynt kłamstw" wiedziałam, że będę chciała czytać kolejne (i szukać tych wydanych wcześniej). Intrygująca okładka tylko podsyciła moje zainteresowanie. Lektura "Osaczonej" utwierdziła mnie natomiast w przekonaniu, że autorkę mogę dodać do listy "ulubionych" :)

Za możliwość przeczytania książki serdecznie dziękuję Pani Monice z Wydawnictwa:

czwartek, 19 kwietnia 2012

30 dni z książkami (10 i 11)

Podpatrzyłam na blogu Prowincjonalnej Nauczycielki  nową zabawę - wyzwanie i postanowiłam się przyłączyć :)


Dzień 10 i 11 - Pierwsza książka przeczytana przez Ciebie i Książka dzięki, której zaraziłeś się czytaniem

Nie jestem pewna, czy książka, którą sobie przypominam jest tą pierwszą przeze mnie przeczytaną, ale wydaje mi się, że tak (wcześniejszych po prostu nie pamiętam). Chodzi o książkę "Pan Słówko ma głos" Marii Kowalewskiej. Jest to też książka dzięki, której zaraziłam się czytaniem - u mnie było to dość późno, bo dopiero w drugiej klasie. Świetna książka, która w prosty sposób uczy dzieci ortografii. Kiedy byłam mała strasznie chciałam, żeby i u mnie w domu mieszkał skrzat, który pomagałby mi w odrabianiu lekcji, tak jak małej bohaterce. Krótkie opowiadania towarzyszyły mi przez kilka lat podstawówki, później o niej zapomniałam...., ale jakiś czas temu gdy zobaczyłam książkiem przypadkiem na allegro, nie potrafiłam się powstrzymać i musiałam kupić :) Mam do niej ogromny sentyment.




P.S. Spóźniłam się z wpisem o kilkadziesiąt minut, niestety miałam tak intensywny dzień i wieczór, że nie dało się inaczej :(